czwartek, 18 maja 2017

love is all we need


24.03.2017 r.

Pod pomnikiem Korfantego znaleziono zwłoki. Przez chwilę nie mogłem oddychać, serce podeszło mi do gardła gdy usłyszałem, że była to młoda kobieta, której złote loki opatulały zmasakrowaną twarz. Naprawdę chyba wolałbym wersję w której oblałaś naszą miłość ciepłym moczem niż wersję w której ktoś porzucił twoje ciało pod zwyczajnym pomnikiem. Nie wyobrażam sobie kto po usłyszeniu tego świergotliwego głosu, zobaczeniu jak przygryzasz dolną wargę gdy nad czymś się zastanawiasz miałby cię skrzywdzić.

T

15.03.2017 r.

            Minęły trzy tygodnie od kiedy zaginęłaś.
Nie mam pojęcia dlaczego mieliby uważać, że byłbym w stanie Cię skrzywdzić.
Czy chociaż raz podczas naszego związku myślałaś, że mógłbym jakkolwiek ci zagrozić?  Wiem, że twój brat na pewno tak uważa. Zawsze patrzył i nadal patrzy na mnie z odrazą. Wiem, że uważa mój zawód za jeden wielki żart. Gdybyś tu ze mną była pewnie prychnęłabyś z irytacja, odgarnęłabyś opadające ci na twarz poszczególne kosmyki włosów i zaczęłabyś go ochraniać. Niestety ciebie tu nie ma, czyli nie ma nikogo kto mógłby go bronić kiedy myślę, że jest fiutem. Oj tak Moniko właśnie tym jest Twój ukochany braciszek. Chciałabyś wiedzieć dlaczego wiem? Nie, nie dlatego, że gdy tylko zaczynam z nim rozmawiać to ten rudowłosy chłopak przypomina mi, że nie jestem jego rodziną, nie jestem kimś z kim dzieli się sekretnymi przepisami waszej matki, z kim dzieli się miejscami, które były specjalne tylko dla waszej dwójki, przedmiotami, które z niewiadomych przyczyn wciąż mają dla was sentymentalną wartość. Z kim szczególnie nie należy się dzielić pieniędzmi oraz mieszkaniem, które babcia zapisała ci w spadku. Jak dobrze, że nie możesz zaprzeczyć.  Jest fiutem ponieważ kiedy minął ósmy dzień od twojego zaginięcia przyszedł do naszego mieszkania. Był pijany i rozżalony czemu się nie dziwiłem. Przyszedł wykrzyczeć mi w twarz to co tłumił w sobie przez te wszystkie lata. Powiedział, że to moja wina. Powiedział, że to ja sprawiłem, że zniknęłaś, że to ja mu cię odebrałem. Bolało, no ale cóż, takie jest życie. 

T

17.04.2017 r.

Twoja rodzina ma chyba w genach obwinianie mnie o wszystko co najgorsze. Wpadłem do twoich rodziców po tym gdy uznano cię za zaginioną, po tym jak Marcin złożył na mnie oskarżenie na policji. Chcesz wiedzieć jak poszło? Krzyczeli. Nie dali ciasta. Nie prosili bym naprawił im zlew. Kiedy twój ojciec nazwał mnie mordercą wybiegłem trzaskając drzwiami kupiłem butelkę wódki, a później film mi się urwał. Obudziłem się w kałuży śmierdzących wymiocin chyba we własnym mieszkaniu. Teraz jestem u Adama bo jak niszczyć sobie wątrobę to tylko u tego starego kumpla. 

T

26.03.2017 r.

Breathe, this is love without love without love without love without love without love*
Zawsze  winny jest chłopak. Tak powiedział Adam, byłem u niego kilka dni temu gdy moje myśli stały się zbyt nieznośne. Może i jestem winny. Może tym wyjściem chciałaś mi to uzmysłowić. Jeśli jestem winny to bardzo chciałbym się dowiedzieć w którym momencie zawiniłem. Albo może podczas, którego wieczoru zauważyłaś, że nasza miłość się skończyła? Czy miała datę przydatności do spożycia? No dalej wykrzycz mi wszystko co o nas myślisz. No tak, nie ma cię, nie możesz. Wiesz co jeśli tak jak wmawia mi policja odeszłaś z własnej woli to jestem na ciebie wkurwiony. Naprawdę nie lubię niedopowiedzeń i niedokończonych spraw. Czy tak po prostu któregoś ranka twoje spocone, wtulone we mnie ciało zdecydowało, że to nie jest to? Jeżeli chodzi o coś co powiedziałem to wiedz, że przepraszam. Po prostu wróć i tyle. Twoja matka powiedziałaby, że faktycznie nie jesteśmy sobie pisani, że skoro ja jestem spod znaku skorpiona, a ty spod znaku barana to ten związek nigdy nie mógł się udać. Jakby gwiazdy i znaki zodiaku miały tu jakiekolwiek znaczenie. Chyba wydrukuję kolejną partię ogłoszeń o twoim zaginięciu. Nawet jeśli odeszłaś -w co oczywiście nie wierzę-
i skreśliłaś naszą miłość to jestem ci to winien. 

T

25.02.2017 r.

Kiedy szukałem odpowiedniego zdjęcia do stworzenia ogłoszenia o twoim zaginięciu natknąłem się na nasze wspólne fotografie z tego niespodziewanego wyjazdu nad morze. Zapakowaliśmy samochód po brzegi i pojechaliśmy przed siebie. Brudziłaś wnętrze tłustymi frytkami czy okruszkami po ciastkach, a w radiu ciągle puszczano ten sam przebój. Było wspaniale, twoje włosy pachniały solą morską, a piasek przyczepiał się do lekko brązowej powierzchni skóry. Słońce przeszkadzało mi patrzeć na ciebie w ten niejednoznaczny sposób, bałem się, że gdy zamknę oczy znikniesz pogrzebana przez jedną z większych fal. Chyba wtedy była dobra okazja by powiedzieć, że cię kocham. Wiem, że na to czekałaś. Kiedy myślałaś, że ci się nie przyglądam robiłaś plany. Wielkie plany o naszej wielkiej miłości.

T

31.03.2017 r.

Minął prawie tydzień, policja nadal nie się nie odzywa. Ja jestem zbyt wielkim tchórzem aby samemu zadzwonić choć nadal mam wizytówkę jednego z detektywów. Raz czy dwa, kiedy skończyło mi się jedzenie w lodówce, a nie chciałem znowu zamawiać na wynos przejeżdżałem tamtędy licząc... w sumie nie wiem na co licząc. Przecież to nie tak, że mógłbym wyczuć twoje perfumy czy dostrzec twój wisiorek.

T

04.04.2017 r.

Podobno ona była w ciąży. Czy ty byłaś w ciąży? Co jeśli byłaś w ciąży? Czy chciałaś być w ciąży? Czy chciałaś być ze mną w ciąży? Czy patrząc na mnie myślałaś sobie „tak, to jest dobry materiał na ojca”? Boję się, że myślałaś inaczej. Kiedy przychodziły do ciebie koleżanki ze zdjęciami swoich coraz to szybciej rosnących dzieci  ja odwracałem wzrok lub patrzyłem tylko przez chwilę, na pewno nie tak jakbyś tego oczekiwała.
Chyba jednak nie byłem tym jedynym. Czy ty byłaś tą jedyną? Tak. Chyba. Nie wiem.

T
  
07.04.2017 r.

Zawaliłem Mon. Naprawdę zawaliłem. Podali prawdopodobny rysopis sprawcy. No wiesz. Tego morderstwa pod pomnikiem Korfantego. Wysoki szatyn, prawie 190 cm, zielone oczy. Brak znaków szczególnych, prawdopodobnie praworęczny. W myślach od razu przejrzałem wszystkich twoich znajomych którzy pasowaliby do tego opisu. Marek, nasz sąsiad z dołu ciągle otwierał ci drzwi gdy wchodziliśmy do klatki. Pochylał się i posyłał jeden z tych uśmiechów przy których cierpła mi skóra. Za każdym razem chciałem wybić mu te piękne ząbki. Był jeszcze ten twój kumpel ze studiów. Czasami zapraszał cię na piwo aby porozmawiać o starych czasach. Pamiętam bo wtedy zakładałaś tą różową sukienkę, która podobno była tylko na specjalne okazje. Czyżby on też dziwnie się tobie przyglądał? Oczywiście pamiętam o Adamie, twojej nastoletniej miłości. Wymienialiście tekstowe wiadomości, byliście przyjaciółmi na którymś z portali społecznościowych. W pierwszym odruchu chciałem wsiąść do samochodu i odwiedzić każdego po kolei. Zmusić ich by powiedzieli mi czy niczego ci nie zrobili.

T

01.03.2017

Wcale nie tęsknię, wcale nie czekam na twój telefon, wcale nie wyobrażam sobie najgorszego. Wcale nie wypominam sobie wszystkich momentów w których mogłem być milszy. Wszystko jest w porządku więc nie martw się o mnie. Wszystko jest w porządku.
Nie drgam z nadzieją przy każdym dźwięku mojego telefony. Wcale nie szukam prywatnego detektywa.  Wcale nie ustawiam twoich rzeczy w odpowiednim dla nich porządku żebyś nie krzyczała gdy już wrócisz. Wszystko jest w porządku.
... Tęsknię.

T
  

23:23
1 nieodebrane połączenie
23:25
2 nieodebrane połączenia

23:47
5 nieodebranych połączeń

1 nieodebrana wiadomość

[MAMA M.] To pilne. Chodzi o Monikę. Nadal nie wróciła do domu.

14.04.2017 r.

Mimo, że Mon dla całego świata była dorosłym człowiekiem dla swojej matki na zawsze pozostała dzieckiem, które złamało rękę gdy miało tylko pięć lat, które uwielbiało ubierać sukienki i straszyć brata, dzieckiem, które miało niedobór witaminy B i uczulenie na pistacje.
Nigdy nie słyszałem czegoś tak potwornego. To nie był płacz, nie był nawet szloch. To był skowyt i dźwięk łamanego serca. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego. Ten odgłos, to tsunami rozpaczy uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. Każdy został naznaczony jej bólem. Każdy widział jak cześć kobiety właśnie umiera, jak opada na kolana, jak zaczyna wyć, płakać, krzyczeć. Chciałem jakoś ją pocieszyć, położyć rękę na ramieniu i powiedzieć... No właśnie, co powiedzieć człowiekowi, który ponownie stracił 1/3 swojego serca?
Chyba lepiej byłoby gdybyś okazała się kobietą spod pomnika.

T

22.05.2017 r.

Ulotka z gabinetu psychologów mówiła o kilku stanach żałoby w której oczywiście nie jestem bo oczywiście wszyscy wiemy, że nie umarłaś.  Wracając do rzeczy. W tych ulotkach, które ktoś wrzucił mi do skrzynki zostało mocno podkreślone, że źle robi zaprzeczanie, wmawianie sobie, że nic się nie stało. Chyba minął czas zaprzeczania. Nie mam kontaktu z twoją rodziną, uznali, że to wszystko moja wina. Czasami wydaje mi się, że widzę cię na przystanku autobusowym. Wsiadasz do jednego z tych przepełnionych nieznajomymi mi ludźmi i znikasz mi z oczu zanim zdecyduje czy to naprawdę ty. Czasami prawie pęka mi serce choć nie mam pojęcia co zostało mi z tego organu kiedy ktoś używa tych samych perfum, które zawsze stały u nas w łazience. Nie wyrzuciłem twoich ubrań, nie porozrywałem twoich kolorowych dzienników, nie jestem w stanie porzucić tego mieszkania. Nie jestem w stanie porzucić kuchni w której robiłaś mi herbatę, a ja przewracałem naleśniki. Nie potrafię sprzedać małego balkonu na którym kiedyś miałaś różnokolorowe doniczki z ziołami, których nazw nigdy nie poznałem. Nie jestem wstanie porzucić łazienki w której zawsze było zbyt mało miejsca dla naszej dwójki czy odsprzedać komuś łóżka w którym dzieliliśmy się marzeniami.
Nie potrafię zdefiniować mojej miłości, nie potrafię ci powiedzieć czy to zwykłe przywiązanie. Wiem, że chciałabym żebyś wróciła. Chciałbym żebyś znowu pojawiła się w moich ramionach. Może bym ci się oświadczył, może bylibyśmy szczęśliwi i mieli dwójkę dzieci.
Jeżeli to właśnie miłości we mnie szukałaś to teraz mam jej mnóstwo. Rzygam całą tą pieprzoną miłością. Ta miłość powoli mnie zabija, ta miłość miesza mi w głowie, czuję, że właśnie ta miłość krąży w mych żyłach zamiast krwi więc wróć i zabierz ją ode mnie bo naprawdę nie mogę już wytrzymać.

T


* Chet Faker, Cigarettes & Loneliness